AIESEC w CV? Może lepiej nie przyznawać się?
Do przyjaciół z AIESEC-u: otwórzcie oczy!
Dzisiaj krótka rozprawka o AIESEC-u. I na wstępie dodam, że nie jest moim zamiarem zrobić przykrość komukolwiek, ale raczej zdroworozsądkowo podsumować dzisiejszy, rzeczywisty stan rzeczy.
Definicja z oficjalnej strony AIESEC Polska: AIESEC to „międzynarodowa organizacja studencka, licząca ponad 32 000 członków. AIESEC działa w ponad 100 krajach, na ok. 1100 uniwersytetach. Organizacja umożliwia młodym ludziom odkrywanie własnego potencjału, m.in. dzięki udziałowi w praktykach zagranicznych oraz licznych konferencjach, seminariach i projektach tworzących globalne środowisko edukacyjne…” itp. itd.
Generalnie wielka, międzynarodowa rodzina studentów przygotowująca studentów do życia postudenckiego.
Dobrych parę lat temu, jak byłem studentem, patrząc z wewnątrz uczelni mogłem ocenić, że organizacja AIESEC wyglądała raczej dumnie i postrzegana była pozytywnie (choć jak dla mnie, dekadenta, zawsze była skupiskiem nadgorliwych aktywistów). AIESEC kontaktował się z firmami lobbując za praktykami i stanowiskami dla studentów. AIESEC uczył jak przygotować się do przyszłej pracy, jak napisać dobre CV i jak skutecznie odnaleźć się na rozmowie kwalifikacyjnej. Uczył co to znaczy asertywność i dobry PR. No i wiele innych pożytecznych rzeczy. No i robił podobno niezłe imprezy dla swoich członków. Historia więc całkiem pozytywna.
Jak jest dzisiaj? Przyznam, że nie wiem jak AIESEC jest dzisiaj postrzegany przez studentów, ale wiem doskonale jak to wygląda od strony korporacyjnego pracodawcy. Niestety rzeczywistość nie jest tak różowa jak powyżej.
Obecnie AIESEC w CV budzi niestety raczej negatywne uczucia i to zarówno u HR-owców jak również przyszłych szefów dzisiejszych studentów. Przyznam, że dzisiaj czytanie CV często kończy się na fragmencie, w którym student chwali się prezesurą lub członkostwem w AIESEC-u. Ludzie z organizacji postrzegani są jako zapaleni aktywiści z ambicjami na prezesów w ciągu 6 miesięcy, ale nie jako dobrzy i solidni pracownicy. Są już samodzielnie wykształconymi „prawie-liderami” podczas gdy organizacja potrzebuje wiarygodnych pracowników, z których sama wykształci liderów. Co ciekawe, zbyt silna postawa liderska i prezesura w AIESEC-u częściej spalą kandydata (nawet na praktykanta) niż mu pomogą. Wygra raczej pokorny, sumienny, uśmiechnięty i przyjazny młody człowiek, który nie szafuje stwierdzeniami, że jest gigantem strategii i wieloletnim prezesem klubu, ale jest otwarty i chętny do nauki.
Generalnie konstatując: osobom z AIESEC-u brak jest pokory, która z kolei jest pożądana na starcie każdej kariery. Firma potrzebuje pracowników a nie kandydatów na prezesów …
Ciekawa jest jedna zależność: AIESEC istnieje, organizacja ma się dobrze, a firmy z AIESEC-iem nadal współpracują. Pytanie: dlaczego firmy współpracują z AIESEC-iem? To proste: dla własnego PR, nic więcej. Lepiej zaoferować 1-2 miejsca na praktykach i mieć dobry PR niż tego nie robić. A i tak większość narybku zdobędzie z wolnego rynku … Coś tu chyba nie gra …
Przyjaciele, przemyślcie to zanim wyślecie kolejne CV.

prawda jest taka, ze wiele osob z AIESEC ma po prostu proaktywne podejscie do pracy i zadan jakie wykonuja. Leadership wcale nie jest czyms zlym, jak ktos jest zarozumialy to go w korporacji szybko uteperuja. W korporacjach brakuje ludzi odwaznych, pelnych checi do pracy i pomyslow, a wiekszosc @owcow takich jest.
Firmy wspolpracuja z AIESEC np. BIG4, FMCG bo im sie to po prostu oplaca, dzieki temu moga dotrzec do duzej grupy studentow i pozyskiwac swieze glowy np. do pracy w audycie, trade marketingu itp. Budowa swojego PR wsrod znanych firm nie jest tak istotna jak swiezy narybek pelnych energii studentow/absolwentow do mozolnej pracy.
Zycie, praca zweryfikuje czy ktos jest bufonem czy tez po prostu ma chec cos robic ponad przecietnosc i byc przy tym otwartym na ludzi i inny punkt widzenia.
pzdr. byly @owiec, korporuch, przyszly prezes ;)
[...] prawda. Korporacje wciąż zalewane są stosami CV od mięsa, czyli ambitnych studenciaków SGH z AISEC, którzy gotowi są siedzieć dniami i nocami aby wybić się spośród sobie podobnych. Tak [...]
Widze ze autor ewidentnie przywołuje analize statystyczna danych dotyczacych opinii pracodawcow i rozwiazan stosowanych przez dzialy HR dobrze zorganizowanych przedsiebiorstw. Istna analiza trendow i benchmarkow rynkowych :).
Mnie spotkalo do tej pory z gola cos odwrotnego. Dostalem juz 2 prace, w czym zdecydowanie pooglo mi to, ze bylem AIESECowcem. Obie prace dostalem ‘z aplikacji’. Oczywiscie ktos moze teraz zaraz sie rozjuszyc i napisac ‘o, aiesecowiec sie odezwal’. Wytlumacze moze jednak pewne zjawisko.
1. W moim CV, oprocz pracy w AIESEC mam tez praktyke zagraniczna, blisko zwiazana z tym, czym sie obecnie zajmuje.
2. Rekrutujac sie do pracy, nie potrzebowalem od razu z miejsca zostawac wielkim mega szefem prezesem czy tez menedżerem, bo po prostu jestem jeszcze młody i mogę się dużo nauczyć ‘w fachu’. Fakt, na samym początku nie jest łatwo się przestawić, ale trzeba zawsze pamięać, że po AIESEC ma się jakieśtam doświadczenie organizacyjne ale zero fachowego (chyba ze ktos chce pracować w spedycji ;o)).
3. Szczescie dziala tak: wchodzisz na strone duzej m-narodowej firmy i wysylasz tam CV. Pozniej do ciebie oddzwaniaja, jesli tylko twoje CV jest ciekawe (tzn, trzeba szczesciu pomoc i CV ciekawie napisac). Pozniej, masz rozmowe. Na II rozmowie okazuje sie, ze kolejna osoba z ktora rozmawiasz kojarzy @ i pozniej juz jest latwiej.
W ramach komentarza do powyzszego, przytocze 2 zdania ktore kiedys zaslyszalem:
„AIESEC to miejsce w ktorym dostajesz szanse, na to zeby poznac duzo ludzi, czyli zbudowac sobie kontakty biznesowe na reszte zycia, albo tez sie totalnie spalic”
„Bedac Alumni, jesli spotkasz 2giego alumni, zawsze dostaniesz pierwsze 15 minut, niezaleznie czy rozmawiasz z Alumni ktory jest programista, nauczycielem, pracuje w organizacji pozarzadowym, czy jest prezesem firmy.” – co oczywiscie oznacza ze po tych 15 minutach dojdzie do jakiegos wniosku i albo powie ‘tak’ albo ‘nie’.
Ja nie chce nic sugerowac, ale to 1wsze zdanie mocno do mnie przemawia. Nie wiem skad sie wziely Twoje trudne i jakze smutne doswiadczenia, mysle ze teza ktora postawiles jest na tyle ciekawa ze moznaby z tego napisac conajmniej licencjat na socjologii. Zdaje mi sie ze to jest jednak sprawa glebsza. No i nie przecze, ze mlodym ludziom potrafi uderzyc woda sodowa do glowy, kiedy dostaje szanse cos zorganizowac. Ale to juz jest kwestia indywidualna- trzebaby sie zastanowic kto w tych firmach ktore znasz zrobil AIESEC taki cienki PR. :)