Czy każdy musi zostać kierownikiem?
Korpo to duże poświęcenie, dużo czasu i życia poświęconego służbie najemnej, duże ciśnienie na co dzień, mnóstwo pracy, ale też oczywiście szansa na rozwój, fajne szkolenia, ciekawe wyjazdy etc. Rozwój, słowo nieodłącznie związane z egzystencją w korporacji – wyzwalające jak najbardziej pozytywne skojarzenia. Oznacza, że dzięki pracy w korncernie rozwijamy się, firma w nas inwestuje, szkoli itp. itd. Z drugiej jednak strony „rozwój” wymusza na pracowniku wewnętrzne poczucie, że musi on być stale awansowany, musi zmieniać stanowiska, a wreszcie, że musi zostać kierownikiem, dyrektorem, prezesem. I tutaj pojawia się potężne ciśnienie, duża dawka emocji, zarówno pozytywnych jak i negatywnych. Korporuh wpada w pułapkę swojego rozwoju. Czuje się wewnętrznie zobligowany i przymuszony do kolejnych zmian stanowisk, a jak do tego nie dochodzi wyzwala się w nim silny dyskomfort.
Czy nowe stanowisko, awans i rola kierownicza naprawdę są takie niezbędne? Czy każdy powinien zostać kierownikiem? (pomijam, że nie każdy się do tego nadaje i wielu korpoludów nawet nie chce się do tego przyznać przed samymi sobą).
Scenariusz alternatywny: jesteś doświadczonym specjalistą w zakresie controllingu lub wieloletnim przedstawicielem handlowym z doskonałymi wynikami lub też menedżerem produktu w marketingu z sukcesami. Czy do szczęścia każdego z nich potrzebne jest ciągłe ciśnienie i zatruwanie samego siebie walką wewnętrzną i kombinowaniem jak tu dalej awansować? Może zamiast myśleć o awansie należy po prostu sumiennie pracować i pilnować swoich obowiązków. (zakładając oczywiście, że otrzymujesz za swoją pracę godziwe wynagrodzenie). I tak spokojnie i godnie popracować do 50-tki. W tym scenariuszu Twoje zdrowie i samopoczucie będzie miało się znacznie lepiej, Twoja rodzina będzie bardziej szczęśliwa i Ty będziesz bardziej zrelaksowany. No i pewnie kilka innych dodatkowych plusów też się jeszcze znajdzie. I założę się również, że efektywność w pracy będzie również wysoka a może i wyższa niż w przypadku zagonionego i zaszczutego korporuha.
Warto się nad tym chwilę zastanowić.
