KDT 0 : Żelazna Hanka 1
No i stało się co miało się stać, jak mówią słowa piosenki. Po dantejskich scenach, ostatni obrońcy polskiego kupiectwa legli niczym Westerplatte pod naporem drapieżnej władzy, reprezentującej nowy nurt zagospodarowania Placu Defilad. Na nic zdały się argumenty, że w KDT ubiera się 3/4 Warszawiaków (+ miejscowości ościenne), że hala stanowi niespotykaną w tej części świata atrakcję turystyczną (pod tym się podpisuję – byłem w kilku miejscach i zaświadczam, że nigdzie nie było podobnych halek) i jest żywicielką niezliczonej ilości dzieci kupców. Hala została przejęta przez komornika krwiopijcę, który na cudzej krzywdzie kapitał zbija.
A teraz na poważnie. Po jakichś 20 latach w końcu pojawił się w Warszawie prezydent (najwyraźniej władzę musiała przejąć kobieta, skoro poprzednicy nie mieli odwagi), który przeciwstawił się gromadzie handlarzy terroryzujących miasto blaszanym barakiem. Szkoda, że odbyło się to z udziałem przemocy, ale wszystko wskazuje na to, że inaczej się nie dało, bo panie i panowie kupcy uznali, że plac w centrum stolicy po prostu im się należy, niczym psu kość. Biorąc pod uwagę to, że kupiec jest przedsiębiorcą, jak każdy inny podmiot, który czymś handluje – formalnie nic się mu nie należy, chyba że sobie coś kupi. Jako, że kupcy nic nie kupili a jedynie mieli umowy dzierżawy, które wygasły dawno temu, cały lament jest wielkim semantycznym nadużyciem (również naszej cierpliwości).
W całej tej sprawie zwycięzcą będzie przede wszystkim jedna osoba. Hanna Gronkiewicz-Waltz zachowała się niemal jak Margeret Tatcher, która podobnie twardą ręką rozprawiła się z górnikami (czy ktoś ma jej to dziś za złe?). I tak to zostanie po latach zapamiętane, gdy będziemy już mogli bez wstydu przespacerować się po Placu Defilad.
