Korporacyjna dziara
Tatuaże zdobywają coraz większą popularność. Dzisiaj dziara nie jest już zarezerwowana dla twardej recydywy czy wilków morskich ale zdobywa salony. Celebryci pokazują się z dziarami, sportowcy, a na ulicy mamy z małymi dziećmi na rękach również. W ofisie również coraz częściej da się zauważyć ciekawe rysunki na skórze np. jak asystentka bosa pochyli się nad xero.
Dzisiejszy tatuaż jest również znacznie bardziej ciekawy jeśli chodzi o tematykę i kolory. Kiedyś wyłącznie czarno-biały – teraz bardzo często kolorowy. Kiedyś proste teksty grypsery więziennej lub marynarskiej i jakieś „love” od czasu do czasu. Kiedyś czacha, miecz i serce obok love – dzisiaj setki, albo i tysiące najróżniejszych motywów – bo przy dzisiejszym sprzęcie da się narysować prawie wszystko. Warto zobaczyć w TV na kanale Travel & Living jak wyglądają „rakiety” prowadzące salon tatuażu z Kat von D – zaraz poczujecie temat. Tutaj również odsyłacz na oficjalna stronę Kat von D
Przy tym temacie pojawia się kwestia korporacyjnych tatuaży – tj. z brandingiem produktów lub logo korporacji – takich też jest trochę chociaż trudno jest mi sobie wyobrazić żebym pozwołił sobie na taki strzał, szczególnie, że moja wierność jednej korporacji ogranicza się do ok 3 lat :-) Jutro więcej nt. korporacyjnych tatuaży. A teraz mała zajawka:



W dzisiejszych czasach chyba tylko boss może sobie spokojnie strzelić logo firmy.
Chociaż… Firmy przecież też bankrutują, zmieniają nazwę czy odświeżają logo.
Ale można sobie zrobić coś w rodzaju skróconego CV i tatuować po kolei firmy, w których się pracowało. Potem na salonach można pokazać taką „listę” i powiedzieć: „gdzie to ja nie bywałem…” ;)
No przyznam, że pomysł z wytatuowanym CV to niezła idea. Na pewno unikalna. Szacun.