Korporacyjna propaganda nie musi być beznadziejna
Dzisiaj kilka słów o korporacyjnej propagandzie.
Propaganda w korporacji to codzienność. Dzięki niej utrzymuje się zaangażowanie, motywację i dyscyplinę wśród pracowników oraz buduje się wspaniały, przyjazny, czasem wręcz monumentalny wizerunek firmy (wewnątrz i/lub na zewnątrz).
Korporacyjna propaganda dzieli się na wewnętrzną i zewnętrzną. Zewnętrzna to budowanie wizerunku na zewnątrz, w mediach, u kontrahentów, potencjalnych przyszłych pracowników etc. Przykładem propagandy zewnętrznej może być np. doskonale znany przez korporuhów i studentów CSR (a więc „corporate social responsibility”). Ten rodzaj propagandy prowadzony jest przez wyspecjalizowane agencje PR.
Komunikacja wewnętrzna to wszelka komunikacja do pracowników korpo celem: upewnienia ich, że są w najlepszym dla nich miejscu pracy; prezentacji wyników firmy w odpowiedni pozytywny sposób; wyjaśnienie dlaczego zarząd zrobił tak a nie inaczej, uzasadnienie zwolnień, mniejszych podwyżek, braków premii etc. etc. Komunikację wewnętrzną uprawiają pracownicy działów komunikacji wewnętrznej (w dużych korpo jest to osobny dział, w mniejszych może być częścią działu PR, w jeszcze mniejszych może to być dodatkowy obowiązek regularnego HR-owca).
O ile propaganda zewnętrzna nie wzbudza z reguły w pracownikach większych emocji o tyle ta wewnętrzna już tak. Niektórych wewnętrzna korpo propaganda podnieca (HR, komunikacja wewnętrzna), innych mierzi i powoduje zgryźliwy uśmiech tudzież jest powodem wstydu i zażenowania.
Ciekawe jest, że wszyscy ludzie korporacji przybywający stadnie na spotkania propagandowe wchodzą w tą grę. Część z nich przyjmuje kolejne bajki z poważna miną, część wymienia znaczące spojrzenia między sobą lub uśmiecha się pokątnie. Wszyscy jednak, jak jeden mąż, wchodzą w tą zabawę udając zainteresowanie i prezentując pokorną minę. No cóż, wszyscy jesteśmy materialistami. Taki korporuh siedzi grzecznie na krzesełku podczas kolejnego „business review” i myśli: „moje korpo lubi takie manewry więc wejdę w jego zabawę – ważne, że będę dobrze postrzegany i utrzymam wynagrodzenie”. Z drugiej strony większość korporuhów (a na pewno wszyscy z dłuższym stażem) wie, że to taka korporacyjna zabawa wizerunkowa i nie biorą jej na poważnie. W sumie więc firma robi swoje tj. powie głośno swoją wersję (chociaż często nieprawdziwą), ludzie w pokorze i zrozumieniu wysłuchają (choć swoje wiedzą), wszyscy się rozejdą i życie toczy się dalej.
Jedynym naprawdę imponującym elementem propagandy wewnętrznej są wynagrodzenia pracowników komunikacji wewnętrznej – w większości przypadków niebotycznie wysokie. Ale jak uzmysłowimy sobie jakim poświęceniem są okupione (z publicznym utraceniem twarzy włącznie) to zaczynamy to rozumieć. No i oczywiście pensja wewnętrznego komunikatora zawiera również składnik za milczenie (ma on jednak dostęp do prawdy) oraz składnik za lojalność (tj. trzymanie języka za zębami). W sumie rozumiemy jednak, że wewnętrzny PR-owiec musi dobrze zarabiać.
Poza mega poważnymi, nudnymi a czasem wręcz żenującymi sposobami komunikacji propagandowej, możemy znaleźć również pozytywne, ciekawe i atrakcyjne przykłady. Do dziś pamiętam jeden z firmy AMD (główny konkurent Intela na rynku procesorów). Otóż firma AMD w głównym holu swojego biurowca, na parterze tuż przy głównym wejściu, ustawiła trumnę z hasłem „Intel Inside” (nawiązując do kluczowego hasła reklamowego Intela). Każdy pracownik AMD wiedział więc co jest celem nadrzędnym jego pracy i jakie jest źródło biznesu firmy. Ciekawe, motywujące, zapamiętywalne i nie nudne. A więc korporacyjna propaganda nie musi być beznadziejna.
