O czasie pracy

Dodał Szeryf | 29 lipca 2009 | Temat dnia

W okresie wakacji kiedy pokusa wyrwania się z biura zaczyna być szczególnie silna, powraca temat czasu pracy – zarówno tego efektywnego jak też przymusowego. Zdecydowana większość korporuhów jest twardo zobligowana do przestrzegania czasu pracy, choć czasami zdarzają się pewne ramy elastyczności np. +/- 1 h. Pomimo, że często w umowach mamy zapisany zadaniowy charakter pracy to jednak korporacja chce nas widzieć w biurze i to w określonych godzinach. Dla tych, którzy są na etapie uczenia się korporacji dodam tylko, że fakt posiadania zadaniowego czasu pracy w umowie nie oznacza, że jak swoje zrobimy to możemy iść do domu. Taki zapis w umowach oznacza tylko tyle, że korpo nie będzie nam płaciło za nadgodziny, bo powinniśmy wykonywać swoje obowiązki w przydzielonym nam czasie pracy a jak się nie wyrabiamy to nasz problem.

A co jak nie wyrabiamy się na codzień z obowiązkami? To sygnał dla korporacji i HR. Jak nas nie zwalniają to znaczy, że wiedzą doskonale, że robimy i tak już 150% normy. Jak nas zwalniają to znaczy, że musieliśmy faktycznie mocno olewać.

Kwestię niewarabiania się w czasie pracy interpretuje również współczesna psychologia – jak dobrze pamiętam m.in. Jacek Santorski konkludując, że lider/gwiazda biznesu nie zostaje po godzinach. Zabolało? Do przemyślenia.

A jeżeli czujesz wewnętrznie, że nie dowozisz z projektami i jest to wynikiem Twojej dezorganizacji a nie natłoku obowiązków to wybierz się na szkolenie z efektywnego zarządzania czasem (z ang. time management). Podobno warto – ja nigdy nie byłem, ale wszystkie korporuhy, z którymi rozmawiałem o tym, a które odwiedziły takie szkolenia – jak jeden mąż twardo twierdzą, że ich życie się odmieniło. Coś musi więc w tym być.

No i na koniec jeszcze kwestia bycia przymuszanym bezpośrednio lub pośrednio przez Twojego szefa do pracy dłużej niż potrzeba. Krótko – olej to. Nie przyzwyczajaj bosa do swoich nadgodzin. To kardynalny błąd. Wiele korporacji na tą chorobę choruje – ja pracowałem w jednej z takich. Szefowe-singielki kochały pracować do 19-19.30, potem pilates i spanie. A młodzi siedzieli długo, do 19-20 pokazując szefostwu jak to są zapracowani. Po co? Łatwo stracić parę fajnych chwil w życiu. Trudniej je odzyskać.

Życzę zdrowego rozsądku.

BTW, więcej hintów o przetrwaniu w korporacji znajdziecie w naszym “korpo-survival-kit“.

Tagi: , , , , ,

Odpowiedz

Copyright © 2010 Korporuh All rights reserved. Webdesign supported by Logographos