Spotkania cykliczne powinny być zakazane
Spotkania cyklicznego sprzedaży ciąg dalszy. Sens takich spotkań, pomimo, że są one stałym elementem pracy w korporacji, od dawna jest pod znakiem zapytania. Posiadając przenośne komputery i telefony, można wszystko i wszystkim w dowolnym czasie przekazać. Szczegóły mogą być z kolei klarowane przez kierowników regionalnych i to załatwiłoby sprawę. A tak firma wydaje na hotel, catering, imprezę, sale konferencyjne, alkohol i ew. zniszczenia (to nie rzadkość), z kolei pracownicy tracą 2-3 dni pracy (wliczając dojazd nierzadko przez całą Polskę) i żywotność wątroby. Słuchanie lub wygłaszanie prezentacji dzień po ciężkiej imprezie całkowicie mija się z celem.
W dzisiejszych kryzysowych czasach tego typu spotkania spokojnie można by zawiesić lub w ogóle zlikwidować. Ich wartość dodana jest niewielka a koszty zbyt wysokie. Cóż, czas wracać na salę…

IMO wszystko jest kwestią punktu widzenia.
Po pierwsze wcale nie trzeba dużo pić. Trochę owszem (dla rozluźnienia), ale potem można sobie ukradkiem wlewać wodę do kieliszka. Mój kumpel (abstynent zresztą) „przepił” w ten sposób wuja na weselu, który słynął z mocnej głowy.
Po drugie taki wyjazd można spożytkować np. na poznanie nowych miejsc (chyba, że zawsze jeździ się w jedno i to samo), nowych ludzi. Niektórzy nawiązują owocne kontakty, inni korzystają z możliwości zaszpanowania.
Po trzecie jeśli wyjazd funduje korpo to pracownik oddelegowany nie powinien się tym martwić. No chyba, że potem jest rozliczany ze sprzedaży w dniach, w których przecież nie mógł jej prowadzić. Ale to już problem szefa, który wysyła i wyciąga konsekwencje.
Natomiast z punktu widzenia korpo w zupełności się zgadzam – szkoda kasy i czasu.