Świńska grypa a rozwój telekonferowania

Dodał gumowakaczka | 11 maja 2009 | Temat dnia

Ponoć nie wypada już mówić „świńska grypa”, bo to politycznie niepoprawne. Może być więc H1N1 a rozwój technologii pozwalających swobodnie telekonferować z najdalej położonymi oddziałami naszej korporacji. Wcześniej wspominaliśmy na korporuhu, że światowy kryzys przyczyni się do chętniejszego wykorzystywania telekonferencji. Podobne głosy pojawiał się również w innych miejscach w sieci ale osobiście ograniczeń w liczbie podróży w swoim i ościennych korpo nie zauważyłem. Wręcz przeciwnie, w ostatnim czasie złapanie kogoś przy biurku było prawie niemożliwe – zmiany, restrukturyzacje, przeglądy budżetów wywołane kryzysem (nawet w firmach w żaden sposób nim nie dotkniętych) zmuszały do niekończących się podróży.
Inaczej się jednak sprawy mają ze świńską grypą. Tym razem światowa nagonka i realne zagrożenie mogą rzeczywiście sprawić, że ludzie mniej chętnie będą podróżowali. Zwłaszcza do USA, skąd pochodzą jak wiemy największe firmy i drugie po Meksyku skupisko zagrożenia.

Osobiście nie lubię telekonferencji, bo nudne, długie, jakość przekazu często słaba i pory nieciekawe (Dlaczego to my zawsze musimy się dostosowywać do Amerykanów? Dlatego, że u nas zawsze jest noc polarna, więc nam jest wszystko jedno?). Obecnie jednak w dobie H1N1 zdecydowanie wolę TC z biura w Warszawie niż kilkugodzinne przeloty. 9h z kaszlącym współpasażerem może być nieco stresujące, nawet jesli to zwykłe przeziębienie. Kontrola na lotniskach to fikcja.

Tagi: , , , ,

Odpowiedz

Copyright © 2010 Korporuh All rights reserved. Webdesign supported by Logographos