Telekonferencje alias telekony alias telekonfy
Działamy w strukturach lokalnych czy globalnych – telekonferencje nie są nam obce.
Projekty prowadzone są często w zespołach międzyfunkcyjnych rozlokowanych w różnych częściach Polski bo fabryka gdzie indziej a biuro, sprzedaż i marketing gdzie indziej. Inny case – jak działamy w strukturze globalnej – gdzie co miesiąc nasi przyjaciele z centrali organizują tzw. „business review”. Taka konfa trwa czasami nawet 2 godziny, zacinają się linie, ktoś wciśnie „mute” a ktoś inny zapomni się i siorbie kawę lub herbatę. W sumie pełen folklor.
Często na poziomie lokalnym aktywność człowieka ogranicza się do minimum tj. człowiek ma przy sobie dwie tabelki i plan „napadu” tj działania. Czai się po prostu na swój moment kiedy będzie mógł uderzyć centralnie i załatwić swoja sprawę (np. zdać raport).
Reszta rozmowy w ogóle go nie obchodzi i zależy mu tylko na odhaczeniu obecności. W międzyczasie je śniadanie, przysypia lub obrabia na kompie inne ważne sprawy od czasu do czasu chrząkając gdy w telefonie pojawi się tekst „how do you think” . Standard.
Generalnie telekonferencje pomimo swoich teoretycznych zalet, jak szybkość organizacji (wystarczy rozesłać e-mail z zaproszeniem), niski koszt (impulsy zamiast mil lotniczych) mają też spore wady, tj. słabe zaangażowanie większości uczestników, słaba jakość przekazu (z zagranica niestety często tak jest), brak interakcji (ciężko jest kogoś przekonać do swoich racji; czasem trzeba walnąć w stół a przez TC to nie działa), potencjalne zagrożenie niezrozumienia (rzadko jest czas na tłumaczenie kwestii).
Trochę więcej zabawy z teleconem ma osobnik globalny, który organizuje cała zabawę, ale w jego buty wejdziemy nastepnym razem. Wtedy w poważniejszych słowach opiszę, jak zrobić dobry telecon i wynieść z tego jakieś korzyści.
