Wielkanoc za pasem, a więc agencje i dostawcy szaleją i prześcigają się w dostarczaniu nam mazurków, jaj, bab itp. itd.
Nie należę do animalsów, trudno mnie zaszokować, aczkolwiek agencji 180Hearbeats dziś się udało. Na szczęście nie mnie osobiście dotknął zaszczyt bycia obdarowanym, niemniej po przeczytaniu informacji, że żywe kurczaki były dostarczane kurierem w kartonie, poczułem się dziwnie. Rozumiem, że agencja chce pokazać kreatywność, być oryginalna i zapamiętana, niemniej są jakieś granice.
Czy na dzień dziecka przyślą w kartonie dziecko, a na dzień babci staruszkę? Strach też pomyśleć czym mogą nas obdarować w dniu różnych chorób zakaźnych…
Tak więc apel do kolegów z branży reklamowej a wiem, że tacy wśród czytelników Korporuha są – nie dajmy się zwariować. aby utrzymać dobre relacje z Klientem nie trzeba go szokować i stawiać w niezręcznej sytuacji. Czasem wystarczy wybrać się osobiście z kawałkiem ciasta i złożyć życzenia.
Jak jednak znam życie znajdą się kurczakowi naśladowcy (może wyślą renifera na gwiazdkę), bo w końcu nie ważne jak o nas piszą ważne, żeby pisali.
KORZYSTAJĄC Z OKAZJI – ZESPÓŁ KORPORUHA SKŁADA SERDECZNE ŻYCZENIA WESOŁYCH ŚWIĄT !!!
Nonsens? Przecież nie ma nic lepszego niż fura za darmo i za darmową benzynkę – tak powie większość! No jasne, że tanio. Ale jest jednak trochę wad tej sytuacji. Stajemy się niewolnikami samochodu służbowego i jesteśmy praktycznie pozbawieni przyjemności zakupu furki prywatnej takiej jaka nam się podoba. No bo przecież bez sensu jest mieć 2 pojazdy skoro nie da się nimi jeździć jednocześnie. Wiem, że duża część korpoludów czeka z utęsknieniem na furaka służbowego i teraz myśli, że przewróciło się we łbie. Nie przewróciło, zapewniam. Jednakże przyznam, że użytkuję już 4 samochód służbowy i tylko jeden z nich był naprawdę fajny (to ocena z dzisiejszego punktu widzenia). Oczywiście jak dostałem pierwszego furaka to była mega radocha i długie loty po Polsce. Zero wydatków i tylko niewiele znacząca uciążliwość związana z rozliczaniem użytkowania.
Z czasem jednak przyszło zmęczenie materiału i bolid służbowy stał się męczący choć nadal równie tani. Może wiąże się to z tym, że nie mam obecnie żadnej elastyczności w wyborze pojazdu bo polityka samochodowa po kryzysie jest dramatycznie usztywniona.
Na szczęście jednak są jeszcze pracodawcy którzy podchodzą lepiej do tego tematu. Są tacy, którzy dają szeroki wybór bolidów oczywiście w określonej cenie – odpowiedniej do levelu korporacyjnego. Elastyczność zawsze lepsza od braku wyboru. Są też pracodawcy, którzy mówią: co miesiąc dostaniesz od nas kasę na furę więc kup sobie co chcesz. My będziemy refundować określoną kwotę peelenów. I dzisiaj właśnie takiegp pracodawcy będę szukał.
Na temat Bing pisaliśmy już na Korporuhu kilka razy, niemniej szykuje się w świecie wyszukiwarek duże wydarzenie. Microsoft planuje dużą kampanię telewizyjną swojego produktu. Na razie Bing ma w UK 3,4% udziałów w rynku wyszukiwarek i z pewnością nie jest to wynik zadowalający. Podejrzewam (nie mam na to dowodów), że w Polsce jeszcze mniej.
Bing ma się pozycjonować jako “decide engine” (hasło jest rzutkie: Bing&decide). W odróżnieniu od “tradycyjnych” (Google, Yahoo) wyszukiwarek ma on nie zarzucać nas niepotrzebnymi wynikami. Prawda jest taka, że wyszukiwarki wypluwają cały śmietnik wyników. Zobaczymy czy w przypadku Bing nie jest to tylko strategia reklamowa, czy też MS opracował narzędzie lepsze od konkurencji.
Najłatwiejszym sposobem na porównanie efektywności wyszukiwarek jest wizyta na Bing vs. Google.
Działamy w strukturach lokalnych czy globalnych – telekonferencje nie są nam obce.
Projekty prowadzone są często w zespołach międzyfunkcyjnych rozlokowanych w różnych częściach Polski bo fabryka gdzie indziej a biuro, sprzedaż i marketing gdzie indziej. Inny case – jak działamy w strukturze globalnej – gdzie co miesiąc nasi przyjaciele z centrali organizują tzw. “business review”. Taka konfa trwa czasami nawet 2 godziny, zacinają się linie, ktoś wciśnie “mute” a ktoś inny zapomni się i siorbie kawę lub herbatę. W sumie pełen folklor.
Często na poziomie lokalnym aktywność człowieka ogranicza się do minimum tj. człowiek ma przy sobie dwie tabelki i plan “napadu” tj działania. Czai się po prostu na swój moment kiedy będzie mógł uderzyć centralnie i załatwić swoja sprawę (np. zdać raport).
Reszta rozmowy w ogóle go nie obchodzi i zależy mu tylko na odhaczeniu obecności. W międzyczasie je śniadanie, przysypia lub obrabia na kompie inne ważne sprawy od czasu do czasu chrząkając gdy w telefonie pojawi się tekst “how do you think” . Standard.
Generalnie telekonferencje pomimo swoich teoretycznych zalet, jak szybkość organizacji (wystarczy rozesłać e-mail z zaproszeniem), niski koszt (impulsy zamiast mil lotniczych) mają też spore wady, tj. słabe zaangażowanie większości uczestników, słaba jakość przekazu (z zagranica niestety często tak jest), brak interakcji (ciężko jest kogoś przekonać do swoich racji; czasem trzeba walnąć w stół a przez TC to nie działa), potencjalne zagrożenie niezrozumienia (rzadko jest czas na tłumaczenie kwestii).
Trochę więcej zabawy z teleconem ma osobnik globalny, który organizuje cała zabawę, ale w jego buty wejdziemy nastepnym razem. Wtedy w poważniejszych słowach opiszę, jak zrobić dobry telecon i wynieść z tego jakieś korzyści.
Nie mogę pozostawić porannego wpisu bez finału – bo już jesteśmy po prezentacji Apple. Cały świat już wie co to jest TABLET od Apple czyli iPAD.
Rozsądny przegląd rysunkowy z krótkim opisem iPAD-a wprost z konferencji znajdziecie tutaj: iPAD
No ale co z tego wszystkiego wynika? Mamy rewolucję? Szczerze mówiąc mam mieszane uczucia. Oczywiście w celach poznawczych chętnie bym się pobawił tą zabawką. Fajnie, że jest mocno multimedialna. Ale to na koniec dnia duży iPhone. Czytanie książek i gazet – jest, ale normalne – jak wcześniej – a więc tylko szybkie przeglądanie a nie spędzanie długich godzin z lekturą. Nie jest to narzędzie dedykowane do e-booków, tylko po prostu posiada taką funkcję.
Trochę blisko MacBooka. Zaciera się linia między jednym a drugim. Wystarczy przerzucić jeszcze sensowny pakiet biurowy i mamy MacBooka, ale bez klawiatury – chociaż Steve Jobs pokazując gadżety do iPAD-a pokazał również dock z klawiaturą … Przecież 13 calowy MacBook Pro jest i lekki i mobilny i ma to wszystko w środku. Trochę się pogubiłem w tej zabawce. Rano widziałem sens w TABLECIE jasno i klarownie ukierunkowanym. Teraz już widzę, że część osób zamiast MacBooka kupi iPAD bo jest tańszy i gadżeciarski.
Czyżby więc biznesowy strzał w kolano? A może świadoma wymiana MacBook-ów na inne nowatorskie rozwiązanie przyszłości. Pożyjemy zobaczymy.