Dzisiaj krótka refleksja na temat wczorajszego lunchu :-)
Tak się złożyło, że mój wczorajszy biurowy happy meal skupił się na surowej rybie z ryżem zwanymi łącznie, potocznie sushi. Wydarzenie to było dosyć istotne z punktu widzenia moich zwyczajów żywieniowych gdyż po raz pierwszy w pracy zamówiłem sushi w plastiku. Dotychczas uważałem to za profanację tego jakże ważnego posiłku. Jednak po wczorajszym doświadczeniu zmieniłem zdanie. Próba zakończyła się pełnym sukcesem. Rybsko było naprawdę nieźle zrobione. Co prawda konsumpcja w otoczeniu sterty kwitów biurowych, klawiatury i kalendarza nie należy do zjawisk nazbyt wysublimowanych jednakże funkcja odżywcza w połączeniu z dobrym smakiem dostarczyły mi wystarczająco dużo satysfakcji.
Idąc dalej, otworzyły mi się oczy na oczywisty fakt, że dotychczas w ogóle nie poświęcaliśmy miejsca na korporuhu temu jakże ważnemu tematowi – żywieniu korpoluda w miejscu pracy tudzież w czasie pracy (bo przecież dobrze wyjść czasami na powietrze).
A przecież wiedza o tym co warto zjeść, a do czego nie warto się nawet zbliżać jest wręcz bezcenna. Na pewno za chwilę to nadrobimy. Na początek tego wątku dzisiaj moja subiektywna lista suszarni warszawskich gdzie można zjeść przyzwoity lunch (w kolejności zupełnie przypadkowej).
Proszę o sugestie jak ktoś zna inny dobry adres.
Ja jadłem i było dobrze między innymi w takich miejscach:
Sakana Sushi Bar na Moliera 4 – dla korporuhów (chyba głównie finansowych) z okolic Starego Miasta
(w bliskim sąsiedztwie słynnego Pędzącego Królika) – adresu www nie znalazłem
Wielkanoc za pasem, a więc agencje i dostawcy szaleją i prześcigają się w dostarczaniu nam mazurków, jaj, bab itp. itd.
Nie należę do animalsów, trudno mnie zaszokować, aczkolwiek agencji 180Hearbeats dziś się udało. Na szczęście nie mnie osobiście dotknął zaszczyt bycia obdarowanym, niemniej po przeczytaniu informacji, że żywe kurczaki były dostarczane kurierem w kartonie, poczułem się dziwnie. Rozumiem, że agencja chce pokazać kreatywność, być oryginalna i zapamiętana, niemniej są jakieś granice.
Czy na dzień dziecka przyślą w kartonie dziecko, a na dzień babci staruszkę? Strach też pomyśleć czym mogą nas obdarować w dniu różnych chorób zakaźnych…
Tak więc apel do kolegów z branży reklamowej a wiem, że tacy wśród czytelników Korporuha są – nie dajmy się zwariować. aby utrzymać dobre relacje z Klientem nie trzeba go szokować i stawiać w niezręcznej sytuacji. Czasem wystarczy wybrać się osobiście z kawałkiem ciasta i złożyć życzenia.
Jak jednak znam życie znajdą się kurczakowi naśladowcy (może wyślą renifera na gwiazdkę), bo w końcu nie ważne jak o nas piszą ważne, żeby pisali.
KORZYSTAJĄC Z OKAZJI – ZESPÓŁ KORPORUHA SKŁADA SERDECZNE ŻYCZENIA WESOŁYCH ŚWIĄT !!!
Dziś usłyszałem w TV, że Mikołaj, który w czasach mojego dzieciństwa budził największy podziw i oczekiwanie, obecnie jest krytykowany przez środowiska naukowe. Zarzuca mu się, otyłość (ma brzuch), nadmierną konsumpcję wysokokalorycznych napojów (Coca Cola ogłasza za jego pomocą co roku święta) i żywności (McDonalds), siedzący tryb życia (wciąż na tych sankach), męczenie zwierząt (w sumie można od razu dodać dyskryminację, bo w końcu uparcie, od lat promuje jedynie Rudolfa), palenie tytoniu (to nie wiem skąd) a nawet pijaństwo (to akurat wiem skąd). Generalnie jednak tradycyjny Mikołaj stał się Złym Mikołajem, dającym dzieciom zły przykład.
A przecież Mikołaj od lat stanowi o sile korporacyjnych zakupów. Żadna szanująca się korporacja nie odpuści wykorzystania poczciwego staruszka na świątecznych promocjach, tak więc z Mikołajem nie jest jeszcze tak źle.
Trzeba jednak uważaj, żeby się na mikołaju nie przejechać. Ku przestrodze krótki film poniżej.
Dodał gumowakaczka | 24 listopada 2009 | Temat dnia
Wyobraźcie sobie, że pewnego dnia widzicie w telewizji człowieka, który wypowiada się w sprawie waszej korporacji, podając się za jej rzecznika lub top management, a w rzeczywistości nie mając z nią nic wspólnego. Na dzień dobry włos jeży się na głowie, a to dopiero początek. Osobnik deklaruje bowiem wszystko czego Wasza firma nie chciałaby zrobić (np. odszkodowania, załatwienie ciągnących się latami spraw lub wzięcie pełnej odpowiedzialności za jakieś zdarzenia). Niestety ten scenariusz może być prawdziwy za sprawą Yes Menów.
Dwóch aktywistów politycznych postanowiło walczyć z korporacjami i instytucjami (np. WTO) podając się za ich przedstawicieli. Np. tworzą strony internetowe korporacji i czekają na odpowiedni moment do ataku, a taki prędzej czy później przyjdzie.(może to być zaproszenie “przedstawiciela” firmy na konferencję). Co więcej nakręcili o tym film. Sprawa wygląda jak kolejny film o złych korporacjach, niemniej tym razem ma to przełożenie na korporacje. Po ogłoszeniu “w imieniu” Dow Chemical informacji o rozwiązaniu sprawy jednego z jej zakładów (miejsca katastrofy) akcje firmy spadły o 2 mld dolarów! Autorzy prowokacji oczywiście doskonale się przy tym bawili. Fajnie jest naprawiać świat, powodując, że …ktoś niemający nic wspólnego ze sprawą stracił właśnie mnóstwo kasy na giełdzie, czyjaś emerytura oparta o fundusz akcji będzie mniejsza, a czyjeś życiowe oszczędności znikają.
Ważne, że panowie spełnieni są jako aktywiści, a na film (wyprodukowany przez korporacyjne studio filmowe) walą miliony…resztę można sobie dopowiedzieć.
Tak czy owak warto zobaczyć potencjalne zagrożenie dla spokojnego korporacyjnego bytu.
Ten wpis powstaje dzisiaj tj. w czwartek 19 listopada a więc w trzeci czwartek listopada – dzień kiedy cały świat tankuje BEAUJOLAIS NOUVEAU 2009 a więc jeden z kluczowych produktów exportowych Francji. (wpis ten opublikowany będzie jutro – a więc wtedy gdy pozostaną tylko przyjemne, wonne opary wczorajszego tj. dzisiejszego święta. Nie brałeś udziału – więc żałuj).
O co chodzi w tym beaujolais? Chciałoby się powiedzieć cytatem z kultowej reklamy “a w czym on jest ten mistrz?”. No więc nie wiem w czym on jest ten mistrz, ale dobrze mi smakuje w tym roku – w sumie podobnie jak w poprzednich latach:-). Jak zawsze lekkie, bardzo młode (w sumie 2009) – ale smaczne i dobrze wchodzi. Ponadto jest ciekawa okazja, światowa wręcz, więc nie widzę powodu, żeby udawać cudaka odrzucającego te “okropne obce zachodnie zwyczaje” i idącego ostentacyjnie spać tego wieczoru. Wszystkim takim cudakom mówimy dzisiaj NIE wypijając symboliczne 2-3 butelki :-) A ja piję wino z moją dziewczyna i jest coolturalnie.
Jako obrazek dla dzisiejszego dobrego nastroju i jutrzejszych dobrych wspomnień załączam najbardziej pasujące tu:
a) reklama “a w czym on jest ten mistrz” oraz
b) muzę Sydneya Polaka – “otwieram wino”. Sydney, muszę przyznać, że ten kawałek naprawdę Ci się udał. Pełny szacun. Chociaż ten reklamowy składak ze skuterem od Suzuki też zapada w pamięć :-). Pozdro.