Każdy z nas zetknął się w swoim korpo z gadżetami, które pomimo upływu czasu wciąż wydają się niedoścignione pod względem trwałości, wartości użytkowych czy technologii. Jednym z takich gadżetów jest bez dwóch zdań Nokia 6310 (i jej następczyni 6310i). Telefon prócz swego bardzo nowoczesnego, jak na początek wieku wyglądu posiadał mnóstwo zalet.
Przede wszystkim bateria trzymała dni – a nie jak obecnie w wielu komórkach – kilka godzin. Oczywiście wpływ na to miały spory rozmiar telefonu i samej baterii oraz jednocześnie niewielki wyświetlacz (kolorów nie było ale jakoś nikomu to wtedy nie przeszkadzało). Telefon posiadał bluetooth i podczerwień (to drugie obecnie mało wykorzystywane), co też było wypasem – można było grać z kolegą obok w węża (IR), wydrukować wizytówkę lub korzystać ze słuchawki bezprzewodowej (BT). Idąc dalej – telefon miał nadzwyczaj obszerną książkę telefoniczną – 1000 osób, dyktafon, nie zawieszał się, miał zasięg tam gdzie inne komórki milczały i znosił wszelkie upadki.
Pomimo, że od premiery minęło już blisko 10 lat i dawno już zaprzestano produkcji – telefon ten ma wciąż swoich fanów i sporo osób z niego korzysta – bo 6310 wciąż doskonale działają. Na aukcjach internetowych dobrze utrzymane egzemplarze osiągają ceny kilkuset złotych.
Dzisiaj piątek, dzień pracy rozpoczynamy więc relaksem w sieci – tak żeby odpowiednio nastroić się na nadchodzący weekend oczywiście :-)
Czesanie sieci owocuje epokowym znaleziskiem – wpadam na blog z mega ciekawym artykułem poświęconym historii Montezumy. Cofamy się do początku lat 80-ych. Na Atari pojawia się kultowa gra komputerowa (a więc o komputerach a nie o słynnym władcy Azteków tym razem, sorry …)
Każdy korporuh ma kompa, każdy korporuh zna kompa i prawdopodobnie też każdy trochę gra. Znający temat docenią moje znalezisko. Blog jest tutaj: MONTEZUMA
Dla tych co nie znają Montezumy, poza blogiem załączam kilka historycznych i kultowych jednocześnie screenów.
Miłej lektury.
A ja biorę się za namierzanie emulatora na PC. Ciekawe jakich wrażeń Montezuma dostarczy dzisiaj.
Attention, screen poprawiony po komentarzu Andrzeja (dzięki kolego). Wyjąłem screen Ricka Dangerous. Sorry.
Dzisiaj miało być poważnie „na pohybel korporacjom” (to przekładamy na jutro), ale ze względu na wczorajszy wieczór temat się zmienia na patriotyczny i sportowy zarazem. A więc Adam Małysz wskoczył na podium – na trzecie miejsce, ale wskoczył i chwała mu za to. Bez względu na słaby sezon czy słabszą formę Małysz pokazał już całemu światu, że jest wielki i taki pozostanie. Apeluję więc do wszystkich „znawców”, którzy narzekają na Małysza – ruszcie głowami i zdejmijcie czapki. Jak ktoś tu jest luzerem to na pewno nie Małysz.