W zasadzie, zawodowo nie potrzebuję pochłaniać kosmicznych ilości informacji w krótkim czasie ale dla przyjemności już tak (no bo przecież trzeba mieć hobby, pasje i stale się rozwijać :-)
Ilość informacji jakie nas otaczają jest ogromna. Część musimy codziennie przyswajać z obowiązku, część jednak chcemy przyswajać bo poznawać nowe – każdy (prawie!) lubi. Można więc kwitnąć nocami starając się przeczytać wszystko co chcemy w tempie do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Można przyjąć postawę ignorancką tudzież mocno selektywną odrzucając większość do śmieci, zakładając (skądinąd słusznie), że większość informacji i tak nigdy nam się nie przyda. Można w końcu nauczyć się sensownie przyswajać dużo treści w krótkim czasie. Podobno jest to możliwe i są na to skuteczne metody.
Przeciętny człowiek czyta z prędkością 250 słów na minutę. Ten kto naprawdę “umie czytać” osiąga podobno wyniki w okolicach 800-900 słów na minutę. Imponujące. Tylko jak to zrobić? Okazuje się, że tej umiejętności można się nauczyć i wytrenować. Należy tylko zrozumieć swój mózg i jego działania oraz zdać sobie sprawę z szeregu błędów jakie popełniamy obecnie podczas czytania (w większości wynieśliśmy je z dzieciństwa męcząc szkolne lektury). Po co mamy powtarzać w myślach to co czytamy (tzw. “fonetyzacja”)? Czy operujemy wzrokiem na odpowiednim “polu widzenia”? Czy mamy nawyk “regresji”? (mamy, bo każdy ma).
W sieci znajdziemy wiele stron na ten temat. Trochę treści prawie naukowych, trochę lżejszych. Testy online, nauka online albo testy w realu na realnych zajęciach w realnej klasie. Można coś wybrać.
Dzisiaj mała rekomendacja na ciekawe spędzenie korpo czasu przy czymś być może pożytecznym a być może ciekawym, a może otwierającym oczy w pewnych kwestiach.
www.ted.com a więc jak to określają autorzy: ideas worth spreading
Nowy (przynajmniej dla mnie), ciekawy site dedykowany tematom, sprawom, ideom, którymi warto podzielić się z innymi. Format video, gdzie ludzie znani (jak Steve Jobs) jak również w ogóle nieznani, ale ciekawi opowiadają o swoich pasjach, przygodach lub pomysłach. Część z nich to geniusze, część to filozofowie życiowi, część to freaki. Jednak w całościowym rozrachunku – warto posłuchać o rzeczach, które pozwolą się oderwać, a nawet mogą zainspirować do nowego …
Dzisiaj krótka refleksja na temat wczorajszego lunchu :-)
Tak się złożyło, że mój wczorajszy biurowy happy meal skupił się na surowej rybie z ryżem zwanymi łącznie, potocznie sushi. Wydarzenie to było dosyć istotne z punktu widzenia moich zwyczajów żywieniowych gdyż po raz pierwszy w pracy zamówiłem sushi w plastiku. Dotychczas uważałem to za profanację tego jakże ważnego posiłku. Jednak po wczorajszym doświadczeniu zmieniłem zdanie. Próba zakończyła się pełnym sukcesem. Rybsko było naprawdę nieźle zrobione. Co prawda konsumpcja w otoczeniu sterty kwitów biurowych, klawiatury i kalendarza nie należy do zjawisk nazbyt wysublimowanych jednakże funkcja odżywcza w połączeniu z dobrym smakiem dostarczyły mi wystarczająco dużo satysfakcji.
Idąc dalej, otworzyły mi się oczy na oczywisty fakt, że dotychczas w ogóle nie poświęcaliśmy miejsca na korporuhu temu jakże ważnemu tematowi – żywieniu korpoluda w miejscu pracy tudzież w czasie pracy (bo przecież dobrze wyjść czasami na powietrze).
A przecież wiedza o tym co warto zjeść, a do czego nie warto się nawet zbliżać jest wręcz bezcenna. Na pewno za chwilę to nadrobimy. Na początek tego wątku dzisiaj moja subiektywna lista suszarni warszawskich gdzie można zjeść przyzwoity lunch (w kolejności zupełnie przypadkowej).
Proszę o sugestie jak ktoś zna inny dobry adres.
Ja jadłem i było dobrze między innymi w takich miejscach:
Sakana Sushi Bar na Moliera 4 – dla korporuhów (chyba głównie finansowych) z okolic Starego Miasta
(w bliskim sąsiedztwie słynnego Pędzącego Królika) – adresu www nie znalazłem
W czasie Świąt wpadłem gdzieś w telewizorni na wspomnienie elektryzującego tematu sprzed prawie roku. Temat zdecydowanie dla korporuha: BEST JOB IN THE WORLD. Może to trochę odgrzewanie kotleta, ale ja go odgrzałem i wstawiam go również tutaj bo warto się trochę dodatkowo zmotywować.
Rok temu pojawiło się ogłoszenie na stanowisko: ISLAND CARETAKER, miejsce pracy: the Islands of the Great Barrier Reef. Gruba kasa, miły klimat, 100% restart – jednym słowem wypas. Warto więc odświeżyć sobie temat – podobne fuchy (może trochę mniej spektakularne :-) czasami się pojawiają.
Wiosna to czas zmian i ładowania baterii. Może warto się rozejrzeć dookoła? Oczywiście job trzeba szanować, ale z drugiej strony zawsze (prawie) można znaleźć lepszy. Chociażby ten w załączonym przykładzie.
Na temat Bing pisaliśmy już na Korporuhu kilka razy, niemniej szykuje się w świecie wyszukiwarek duże wydarzenie. Microsoft planuje dużą kampanię telewizyjną swojego produktu. Na razie Bing ma w UK 3,4% udziałów w rynku wyszukiwarek i z pewnością nie jest to wynik zadowalający. Podejrzewam (nie mam na to dowodów), że w Polsce jeszcze mniej.
Bing ma się pozycjonować jako “decide engine” (hasło jest rzutkie: Bing&decide). W odróżnieniu od “tradycyjnych” (Google, Yahoo) wyszukiwarek ma on nie zarzucać nas niepotrzebnymi wynikami. Prawda jest taka, że wyszukiwarki wypluwają cały śmietnik wyników. Zobaczymy czy w przypadku Bing nie jest to tylko strategia reklamowa, czy też MS opracował narzędzie lepsze od konkurencji.
Najłatwiejszym sposobem na porównanie efektywności wyszukiwarek jest wizyta na Bing vs. Google.