Na temat Bing pisaliśmy już na Korporuhu kilka razy, niemniej szykuje się w świecie wyszukiwarek duże wydarzenie. Microsoft planuje dużą kampanię telewizyjną swojego produktu. Na razie Bing ma w UK 3,4% udziałów w rynku wyszukiwarek i z pewnością nie jest to wynik zadowalający. Podejrzewam (nie mam na to dowodów), że w Polsce jeszcze mniej.
Bing ma się pozycjonować jako “decide engine” (hasło jest rzutkie: Bing&decide). W odróżnieniu od “tradycyjnych” (Google, Yahoo) wyszukiwarek ma on nie zarzucać nas niepotrzebnymi wynikami. Prawda jest taka, że wyszukiwarki wypluwają cały śmietnik wyników. Zobaczymy czy w przypadku Bing nie jest to tylko strategia reklamowa, czy też MS opracował narzędzie lepsze od konkurencji.
Najłatwiejszym sposobem na porównanie efektywności wyszukiwarek jest wizyta na Bing vs. Google.
Ostatnio było o opiekunkach, teraz dla odmiany o lokalizatorze dzieci. Na rynku pojawiła się bowiem zupełnie nowa usługa, dzięki której rodzice mogą na bieżąco monitorować “pozycję” dzieci (lub innych osób, np. seniorów) – gdziejestdziecko.pl. Wystarczy do tego jedynie telefon komórkowy osoby “lokalizowanej” i można zaczynać. Koszty usługi nie są wygórowane, 2,44 PLN na start + 1,22 PLN za każdą zrealizowaną lokalizację (w pakiecie taniej). Biorąc pod uwagę to w jakim świecie żyjemy, usługa ma przed sobą świetlaną przyszłość. Wielu korporuhów w ciągu dnia zastanawia się zapewne gdzie szwendają się ich dzieci i czy na pewno są tam gdzie mają być. Na niepokornych znalazł się więc całkiem skuteczny bat.
Może być również wykorzystywana do monitorowania ad hoc np. pozycji przedstawicieli handlowych, choć oczywiście moduły do lokalizacji funkcjonują od dawna na rynku.
Ciekaw jestem ile osób w moim korpo będzie za rok z tego korzystać.
Kilka lat temu podczas rozmów kwalifikacyjnych często padało pytanie o Accessa. Nie aplikowałem na stanowiska związane z bazami danych, IT czy podobnymi, niemniej w niektórych korporacjach uznawano ten program za podstawowy. Nigdy nie byłem z Accessa biegły, gdyż nigdy nie odczuwałem takiej potrzeby, jak również moje obowiązki o Accessa rzadko zahaczały.
Od dwóch, trzech lat zaobserwowałem jednak korporacyjny odwrót od Accessa. Okazało się bowiem, że w praktyce prócz działów analitycznych, pozostali z Accessa korzystają wyjątkowo rzadko i niechętnie. Nie neguję zalet tego programu. W porównaniu do Excela Access daje nam znacznie większe możliwości analizowania baz danych, doświadczony użytkownik potrafi w nim zdziałać cuda, czego sam doświadczyłem. Niemniej powody odwrotu od tego narzędzia są moim zdaniem dwa.
Pierwszy to taki, że 99,99% potrzeb przeciętnego pracownika korporacji zaspokaja MS Excel. Śmiem twierdzić, że większość nie wykorzystuje nawet 5% możliwości tego wspaniałego programu. Access jest im więc niepotrzebny.
Drugim powodem jest to, że Access jest po prostu programem skomplikowanym i mało intuicyjnym. W odróżnieniu od Excela, którego podstawowych funkcji średnio rozgarnięty człowiek jest w stanie nauczyć się sam i to stosunkowo szybko, Access wymaga już od użytkownika nieco więcej doświadczenia i zdolności.
Podsumowując: moim zdaniem przyszłość Accessa to korporacyjna nisza, gdzie na pewno będzie się sprawdzał i jest potrzebny. Pozostali z ulgą zostaną przy Excelu.
Dodał gumowakaczka | 30 września 2009 | Temat dnia
Dobra wiadomość dla Korporuha. Wyszukiwarka Microsoftu w końcu zaczęła nas zauważać i po wpisaniu hasła “korporuh” pojawiamy się na należnym pierwszym miejscu. Przy okazji warto pokusić się o ponowną ocenę wyszukiwarki, która ma być prawdziwą alternatywą dla Google.
Nie będę się skupiał na walorach Bing, jako maszyny do wyszukiwania informacji. Jak widać po haśle “korporuh”, Bing robi postępy, warto jednak przyjrzeć się innym aspektom nowej wyszukiwarki.
Po pierwsze więc, Google potrzebuje prawdziwej konkurencji. Każda firma posiadająca monopol gnuśnieje i przestaje się w końcu rozwijać. Wiem, że w przypadku Google, które wciąż wprowadza innowacyjne produkty, brzmi to dziwnie, niemniej według mnie każdy potrzebuje konkurencji – może dzięki temu będą rozwijać się szybciej. Przykładem niech będzie rynek telekomunikacyjny – po złamaniu monopolu ceny spadły, jakość wzrosła. Niech tak też będzie z wyszukiwarkami.
Druga rzecz – wyszukiwarka, co pokazuje Bing nie musi wyglądać, jakby zrobił ją dwunastolatek na zajęciach z informatyki. Ładne zdjęcie, ciepły, przyjazny design nie sprawiają, że wyniki wyszukiwania są mniej warte. Tutaj akurat Bing może być benchmarkiem.
Żeby nie było tak jednostronnie – liczba serwisów (komercyjnych i niekomercyjnych) Google związanych z wyszukiwarką póki co bije na głowę Binga. Tutaj konkurencja ma jeszcze lata świetlne do nadrobienia.
Dodał gumowakaczka | 12 sierpnia 2009 | Temat dnia
Czy ktoś pamięta jeszcze firmę Atari? Na pewno wielu korporuhów-komputeromaniaków, którzy długie noce dzieciństwa spędzili na takich kultowych grach jak River Ride, Montezuma’s Revenge, Bulderdash czy Aztec. Nie mniej interesująca od samych gier produkowanych przez Atari (jap. gotowy do ataku) jest historia tej firmy. Sięga ona początków lat siedemdziesiątych, kiedy to trzech kolegów założyło (kapitał zakładowy $300) firmę produkującą automaty do gier o nazwie Pong (gra nie została opatentowana przez co firma poniosła duże straty). Biznes w krótkim czasie nabrał ogromnego rozpędu, zamiast jednego automatu pojawiły się tysiące, panowie stali się milionerami, tracąc przy okazji nieco panowanie nad pędzącym interesem.
Główną zasadą wówczas już korporacji było nieustanne wyprzedzanie konkurencji poprzez innowacje (skąd my to znamy?). W ten sposób w 1975 roku firma pokonała kolejną barierę i od automatów zręcznościowych przeszła do konsol domowych do gier (podobnie jak obecnie XBOX czy PS podłączało się to do TV).
Po wielu wzlotach i upadkach oraz kilku zmianach właścicieli, Atari jest obecnie korporacją stosunkowo słabo znaną w Polsce (nie ma przedstawicielstwa) Atari nie produkuje już komputerów ani konsol do gier, swój wysiłek koncentrując na tworzeniu gier do konsol, smartphone’ów, online i na PC.
A oto jedna z pierwszych reklam Atari: domowa wersja Pong (znana również jako Arcade).