Mamy Friday, dla większości korporuhów CASUAL FRIDAY
W wielu korporacjach Casual Friday stał się niemal obowiązkiem. Przyznać jednak trzeba, że jak na codzień sztywny finansista założy nagle w piątek bluzę z kapturem to niestety wygląda jak UFO.
W każdej korporacji pracują, tzw. starzy, zasłużeni pracownicy (zresztą w innych firmach również). Piastują oni często dyrektorskie stanowiska i reprezentują dobrą starą korporacyjną szkołę. Co jednak gdy korporacja chce nieco przewietrzyć szeregi kierownicze i wpuścić świeżej krwi (ang. wind of change)? Odpowiedź powinna być prosta: starzy są zwalniani, młodzi awansowani. Otóż nie jest to takie proste z dwóch przyczyn. Po pierwsze pożegnanie starego pracownika wiąże się często z dużą odprawą, a na to niechętnie patrzy dział HR, bo psuje im to statystyki. Po drugie, wyrzucenie na bruk zasłużonego człowieka może oznaczać spadek morale pozostałych pracowników i wzbudzić niepotrzebne obawy przed zwolnieniem.
Czasem więc korporacja wybiera rozwiązanie kompromisowe i proponuje delikwentowi inne stanowisko – najlepiej stworzone specjalnie dla niech, np. dyrektor ds. organizacji, dyrektor ds. korporacyjnych, dyrektor ds integracji lub podobne. Oczywiście nie ma mowy o członkostwie w zarządzie. Stanowisko jest niezależne, podlega zazwyczaj bezpośrednio pod GMa, nie przysługuje już stara sekretarka ale auto i pakiet socjalny zostają.
Nie oszukujmy się – celem takiego ćwiczenia jest zmęczenie przeciwnika i spowodowanie, że odejdzie sam. Dyrektor ds… dostaje więc zadania, które wcześniej sam zlecał swoim podwładnym lub też nie dostaje prawie żadnych zadań. Oznacza to, że wysiedzenie 8h w pracy zaczyna być dla niego nie lada wyzwaniem. Korporacja liczy, że wymęczony i nieco skompromitowany dyrektor (presja współpracowników: “bierze kupę kasy za siedzenie”) wymięknie. Inną sprawą, że z czasem łatwiej zwolnić kogoś kto (przecież wszyscy widzieli) nic nie robił od dłuższego czasu. Pozostali pracownicy mogą nawet tego oczekiwać a korpo chętnie wyjdzie tym oczekiwaniom na przeciw.
Uważajmy więc na podejrzane propozycje zmiany stanowiska.
Życie korporacyjne to długie godziny spędzone w biurze, śniadanie w biurze, lunch w biurze, po pracy siłownia i hotdog na statoil w drodze do domu. Życie korporacyjne wypełnia nam cały dzień.
1. Nie bywamy w domu zbyt często,
2. Nie gotujemy w domu bo w nim nie bywamy zbyt często
3. Myjemy zęby w pracy bo nie bywamy w domu zbyt często i jadamy w pracy.
Nasze życie przeniosło się do korporacji i za nim poszła nasza pasta i szczoteczka do zębów. Zaobserwowałem, że sporo korporuhów obydwu płci zaczęło myć zęby w pracy. Temat ten jest może relatywnie mało istotny aczkolwiek ciekawy.
Ciekawe jak wielu korporuhów myje zęby w pracy i trzyma tam szczoteczkę i pastę do zębów?
Jeszcze dzisiaj postawimy sondę z tym pytaniem.
Ruszyły zimowe igrzyska w Vancouver. Po powrocie z fabryki siadamy w domu i kibicujemy Polakom. Król Małysz znowu na podium i to ze srebrem. Justyna Kowalczyk bardzo wysoko. Co pokaże Sikora? Medale na pewno jeszcze będą. Serca rosną. Wskrzesza się duch patriotyczny – ten, o którym zapominamy na codzień.
No bo na codzień, jak ten Hans Kloss w Wehrmachcie, my siedzimy w obcych, międzynarodowych korporacjach. W większości przypadków pracujemy na zagranicę. Ale nie zapominajmy, że naszym obowiązkiem jest – nie zapominać o swoich! Dlatego też w naszych korporacyjnych działaniach wspierajmy polskie firmy i polski kapitał. I koniecznie wyciskajmy z naszych korporacji jak najwyższe zarobki i jak najwyższe premie bo to potem będziemy wydawać w Polsce i to będzie pracować na nasz krajowy PKB! A więc korporuhy – po wnioski o podwyżki i skok na kasę!
… bo nie jest w pełni efektywna i pracują w niej ludzie.
Pytanie dnia: czy korporacja, dążąca do doskonałości forma biznesowa, jest formą w pełni efektywną?
Odpowiedź: często nie jest (a może prawie zawsze nie jest?).
Uzasadnienie: porównajmy dwie formy działalności – wielką korporację oraz prywatną firmę.
Korporacja – duża, anonimowa, w większości przypadków właściciel nieznany i niewidziany. Problemy finansowe właściciela nie są z reguły odczuwalne dla pracowników (no, może zarząd czasami straszy cięciami, ale to tyle). Jak kampania reklamowa za 3,5 czy10 mln zł nie zaskoczy to też świat się nie zawali. Korporacja ma z reguły głęboką i anonimową kieszeń.
Mała firma – musi być efektywna i dbać o swoje wyniki operacyjne codziennie. Właściciel jest materialny, znany, widziany na codzień. Ma koszty, płaci rachunki, a jego problemy finansowe są w krótkim czasie ogólnie znane i dobrze odczuwalne przez wszystkich.
Z zestawienia powyżej jasno wynika, że w korporacji nie ma takiego ciśnienia na wynik jak w małej firmie (choć obiegowa opinia mówi, że w korporacji jest największe ciśnienie na net sales i profit). W korporacji, nawet jak można dowieźć wynik +60% vs. rok poprzedni to często znacznie lepiej i rozsądniej jest zrobić to w ciągu kilku lat i nie rozpuszczać centrali. W końcu najważniejsze jest aby dowozić założony target regularnie a nie przekraczać go w nienormalny sposób. Za przekroczenie w roku 1 może i zgarniemy wielką kumulację w postaci rocznej premii ale już w roku 2 będziemy mieli prawdopodobnie grube problemy z kolejną realizacją. Natomiast dowożąc konsekwentnie rok za rokiem nie będziemy rekordzistami premii ale będziemy wygrani w długim okresie – bo dowozimy uzgodnione targety (a to korporacja kocha najbardziej), mamy naklejkę “sukces” na plecach i dobre, stabilne zarobki w długim okresie.
Co ciekawe, ta filozofia przewija się przez wszystkie szczeble korporacji. Również prezes doskonale wie, że najlepiej jak będzie “reliable partner” w długim okresie.
Oczywiście, niestety zdarzają się wyjątki: jak prezes wie, że awansuje za granicę to korporacja sprzedaje w jego ostatnim roku pod sufit – wtedy prezes nie myśli o roku kolejnym… W efekcie odjeżdża jako zwycięzca, a cała reszta w kolejnym roku na bank nie dostanie premii. Na szczęście prezesi kontraktowani są średnio na 3 lata więc firma dostaje premię roczną średnio 2 razy na 3 lata :-)
Ostatecznie więc widać, że korporacja nie jest na tyle efektywna na ile mogłaby być.