„Once upon a time in nazi occupied France …” czyli nowa produkcja Quentina Tarantino – „Bękarty Wojny” – weszła do kin.
Jak wszystkie produkcje związane z nazwiskiem Quentin Tarantino również i ta jest wybitna pod wieloma względami. Ciekawy temat (Francja w okresie okupacji niemieckiej podczas drugiej wojny światowej), intrygująca fabuła, dużo krwi i przemocy (to chyba już nieodłączny fetysz Quentina) i rewelacyjne role Waltza i Brada Pitta. W szczególności tego pierwszego (w opinii wielu siedzących w pobliżu korpoludów – aktorstwo oskarowe). Ktoś nawet powiedział, że Pulp Fiction to pikuś w porównaniu z Bękartami wojny. Moim zdaniem to lekka przesada (Pulp Fiction to dla mnie prawie świętość), ale z pewnością jest to jeden z ciekawszych wytrysków kreatywności Quentina. Pozycja obowiązkowa.
Trudno być otwarcie myślącym korporuhem i nie liznąć kultury chociaż od czasu do czasu.
Przemierzając stolicę podczas weekendu trafiłem na placu zamkowym na ciekawą wystawę pod intrygującym tytułem „Coexistence”. Wpadłem na nią czysto przypadkowo, bez wcześniejszego przygotowania więc odbierałem ją równie spontanicznie.
Jak później doczytałem, „Coexistence” to międzynarodowa wystawa dedykowana współistnieniu, a więc „sztuce życia razem” – białych i czarnych, biednych i bogatych, mężczyzn i kobiet…
Jednym zdaniem: wystawa o tym, że należy rozumieć różnice i je doceniać, a nie prześladować i zabijać. Rozsądne i pozytywne.
Bardzo mi się podobało. Sporo refleksji. Lubię eventy, które uruchamiają szare komórki. Ten z pewnością do takich należy chociaż jest w pełni otwarty, publiczny, wtopiony w gwarną, zatłoczoną ulicę. „Coexistence” przykuwa uwagę, porusza i zmusza do myślenia. Załączam kilka ciekawych prac jakie widziałem. Warto się wybrać. Dla warszawskich korporuhów - obecność obowiązkowa.
Wystawa gości w Warszawie do 5 czerwca. Wstęp wolny.
Od czasu do czasu na Korporuhu pojawiają się tematy od czapy. Ich celem jest oderwanie nas od smutnej korporacyjnej rzeczywistości i pokazanie, że na wschodzie i innych rzadziej odwiedzanych miejscach też jest życie (często bardziej ciekawe niż nasze korporacyjne).
Tym razem wycieczka do Rumunii, a bardziej szczegółowo do Siedmiogrodu, czyli Transylwanii. Miejsce, jakże znane nam z klasycznych horrorów, bliskie również geograficznie. Okazuje się, że Transylwania kwitnie, kraina ma się doskonale, a zła sława krwiopijców nakręca turystykę. Jako, że będąc korporacyjnymi snobami zawsze chcemy zabłysnąć w podobnym sobie towarzystwie, wakacje w Transylwanii z pewnością wrażenie zrobią.
Zima się kończy więc przed nami ostatnie weekendy żeby wskoczyć w furaka i pognać w góry na narty lub na dechę. Szukając lokalizacji w necie wpadłem na serwis naprawdę użyteczny – www.skionline.pl
Spodobała mi się głównie super wyszukiwara lokalizacji zimowych nazwana „poszukiwacz śniegu”, w której definiujesz np. „najlepsze warunki narciarskie” lub „najniższa temperatura na stoku” lub jak chcesz złapać trochę słonka popijając grzańca w knajpce na stoku – „najwyższa temperatura na stoku”.
Jednym słowem fajne i przydatne. Znalazłem cel, pakuję się i spadam na ostatki w górach. W poniedziałek – URLOOOOOOOOP !!!